
Jeśli zapoznałeś/aś się z moimi treściami w języku angielskim, wiesz, że określam się mianem Singing Witch of Words, czyli Śpiewającej Wiedźmy Słów. Moje słowowiedźmiostwo polega m.in. na tym, że słowa, określenia, ich znaczenia i brzmienia, są dla mnie bardzo istotne i posiadają wartość nadrzędną nad jakąkolwiek inną formą wyrazu. “Winę” za tę moją fiksację ponosi również Biblia, a dokładniej następujący werset z Ewangelii wg św. Jana (1,1):
Na początku było S.Ł.owo
Z tego względu, przez całe życie doskwierał mi jeden, dla wielu pewnie nieistotny problem. Choć mierzyłam się z mnóstwem dużo większych od niego, których szczegóły chcę zachować dla siebie, uwierał mnie niczym ziarenko piasku zgarniętego z plaży wirujące wewnątrz skarpetki aż do momentu, w którym już nawet skarpetki nie da się na tą poobcieraną przez nie stopę założyć.
Tym problemem było dla mnie to, że nigdy i nikomu nie udało się nadać mi żadnego przydomka ani pseudonimu. Zdrabniano co prawda moje imię, jednak nie przylgnęła do mnie na stałe żadna ksywa i wierz lub nie, ale dla mnie, równało się to niemal z przegraniem życia.
Zazdrościłam wszystkim Sebixom czy Grubym tego, że dzięki przydomkom, nawet banalnym, byli jacyś. Tymczasem ja, byłam… sobą. Zarówno w szerszym znaczeniu (bo nigdy nie próbowałam udawać kogoś, kim nie jestem), jak i tym dla mnie nieakceptowalnym, czyli takim, że byłam wołana “po prostu” swoim imieniem. To był dla mnie istny DRAMAT – choć domyślam się, że może to bawić.
Gdy mitologia puszcza Ci oczko…
Przez długi czas próbowałam rozwiązać ten “arcyproblem”. Za każdym razem, gdy uruchamiałam ponownie własną firmę (do czego zmuszały mnie przepisy, a niekoniecznie jakaś ambicja, o względach ekonomicznych nie wspominając…), wymyślałam sobie nowy przydomek. Żaden nie rezonował ze mną jednak na tyle, bym chociaż go polubiła. Ariadna w końcu ‘kliknęła’, podejrzanie potężnie.
Ariadna: mitologia grecka
i współczesna jej interpretacja
Kim była Ariadna? Mitologia grecka określa tym mianem postać, która wyprowadziła Tezeusza z labiryntu Minotaura dając mu nić, dzięki której po pokonaniu bestii mógł ławo odnaleźć drogę do wyjścia z pułapki.
Dokładnie to chcę robić jako artystka moim piórem i głosem – wyprowadzać ludzi z szumu rozpraszaczy współczesnego świata oraz licznych iluzji w stronę uniwersalnych prawd i pozytywnych wibracji. ![]()
Muzyczna Nić Ariadny: ważnych S.Ł.ów streszczenie w dźwiękach
Użyję w tym miejscu metafory astrologicznej, którą zrozumieją jedynie osoby znające się chociaż troszkę na tej dziedzinie. Mój Merkury praktycznie zawsze domagał się należnej mu przez jego liczne godności uwagi. Chciał być doceniony za głoszenie bezkompromisowej, dla wielu może trudnej czy “bezlitosnej” prawdy, w jego własny, unikalny i autentyczny sposób.
Próbował więc prowadzić bloga, wysyłać swoje wiersze i opowiadania
na organizowane przez instytucje kultury konkursy czy publikować różnego rodzaju treści na własnych stronach internetowych.
Szybko zrozumiał jednak, że
- czytanie jest umiejętnością wymierającą, a język ulega przykrej degradacji, więc biegłe władanie słowami zdaje się nie mieć dla ludzi większej wartości;
- współczesny świat pędzi tak szybko, że na czytanie w skupieniu i ciszy wymagającej właściwego odbioru tekstu mało kto znajduje czas, a nawet, gdy go ma, ulega bardziej stymulującym rozpraszaczom uwagi;
- dzielenie się bezkompromisową prawdą – np. o mitach powielanych przez “ekspertów” marketingu, którym zależy jedynie na sprzedawaniu swoich usług czy utrzymywaniu klientów – nie tylko nie przynosi satysfakcji, ale też ściąga na człowieka armię rozwścieczonych za demaskowanie tych kłamstw ludzi, gotowych posunąć się do wszystkiego, byle chronić swoje ego, statusy, wpływy i osiągnięcia materialne;
- choć istnieją osoby, które potrafią docenić czyste, czyli dla mnie zwyczajnie osadzone w prawdzie słowa, to jest ich garstka – nie są to “tłumy”, które można nimi poruszyć, a do tego właśnie mój Merkury został stworzony.
Co zatem mógł zrobić? Postanowił nadać S.Ł.owom formę, która nadal wzbudza ludzki szacunek, a zarazem z łatwością dociera do serc.
Zamknął więc te bezkompromisowe, autentyczne i pieczołowicie utkane niczym mitologiczna Nić Ariadny S.Ł.owa w muzyce.
Moja Ziemia Obiecana
Ariadna jest Alter Ego, które łączy się zarówno z moją moją misją, o której przeczytasz więcej na mojej stronie głównej w języku angielskim (polecam automatyczne tłumaczenie, jeśli angielski stanowi dla Ciebie kłopot, choć nie będzie ładnie brzmiało), jak i pochodzeniem.
Pochodzę bowiem z Łodzi – wyjątkowego miejsca w sercu Polski i Europy, na styku czterech kultur, z barwną historią związaną z tkactwem i włókiennictwem. Hymnem mojego miasta jest zresztą “Prząśniczka”, czyli dosłownie… ta, która przędzie nić przy wrzecionie.
Łódź to moja Ziemia Obiecana. Miasto pełne kontrastów oraz… artystów muzyki i słowa, takich jak m.in. mój mistrz Julian Tuwim; Artur Rubinstein; Aleksander Tansman; Grażyna Bacewicz, czy sam Władysław Reymont, który określił Łódź tym słynnym epitetem.
Zawsze kochałam i szanowałam moje Resuscytowane serce Europy, nieustannie próbując bronić jego wizerunku na szerszą skalę. Potwierdza to chociażby poniższy fragment artykułu mojego autorstwa, opublikowanego ponad rok temu w magazynie „Obiekty”, w którym pełniłam funkcję redaktor prowadzącej. Przemyciłam w nim wówczas początek mojego znacznie dłuższego w oryginale wiersza o tym miejscu:

Łajba buja się na boki – “Choven” Ivan Franko w autorskim tłumaczeniu
Moją kochaną, szarą Łódź postanowiłam także wyróżnić przy pomocy mojego debiutu muzycznego na polskojęzycznym kanale Ariadna.official na YouTube, gdzie pierwszą rzeczą, jaką zamierzam udostępnić (jeszcze zanim pojawią się utwory z mojego własnego albumu), będzie autorskie tłumaczenie wiersza ukraińskiego renegata Ivana Franko “Choven” (Іван Франко – Човен).
[Notatka z lipca 2026]: Chyba jednak nie będę pompowała żadnego contentu na ten kanał. Nie chcę karmić cyfrowego pasożyta, mam inny plan.
Tytuł tego wiersza w wolnym tłumaczeniu oznacza bowiem “Łódź” – ja jednak zmieniłam go na “Łajbę” ze względu na to, że znacznie bardziej pasuje w mojej ocenie do treści i przekazu. Nagranie, wykonane oryginalnie w interpretacji muzycznej zespołu Odyn y Kanoe, przygotowałam wraz z uzdolnionym łódzkim gitarzystą Przemkiem z Amplituda Studio Records.
Co ciekawe, tłumaczenie oryginału z języka ukraińskiego powstało kilka dobrych lat temu, gdy nie myślałam jeszcze o tym, że zajmę się muzyką na poważnie. Nie zarejestrowałam wtedy, że tytuł tego wiersza Ivana Franko łączy się tak bardzo z moim pochodzeniem. Zapraszam do odsłuchu – póki co całkowicie surowej wersji, nagranej na jednej ścieżce.
Dowód na posiadanie ciała
i głosu, który śpiewa na żywo
Ponieważ przez ostatnie 12 lat pracowałam głównie w marketingu, a śpiewanie traktowałam jako hobby i formę terapii, nie mam za sobą wybitnie bogatej historii występów na żywo. Występowałam głównie “za dzieciaka” i okazjonalnie, gdy na jakiejś imprezie “wpadłam na MICa”, bo mi się zachciało.
Było tak też dlatego, że nigdy “nie jarało mnie” odtwarzanie tego, co jest już znane, a próby formowania oryginalnych składów zwykle kończyły się fiaskiem – głównie w wyniku braku motywacji czy czasu u osób, z którymi je podejmowałam, ale też faktu, że jako mama nie mogłam sobie pozwolić na “siedzenie w Studio” dla samego siedzenia i budowanie tych relacji.
Zrobiłam jednak wyjątek od wspomnianej wyżej reguły, gdy Adrian (niesamowicie energiczna osoba, pozdrawiam!) z Łódzkiego Centrum Wydarzeń postanowił odnowić tradycję tzw. Zaduszek Muzycznych, czyli koncertów ku czci zmarłych artystów upamiętniających ich twórczość.
W pierwszej edycji wydarzenia wystąpiłam ze wspomnianym wyżej Przemkiem (i nie tylko) z utworem kultowego polskiego zespołu Breakout i piosenką “Poszłabym za Tobą”. Poniżej umieszczam krótki filmik z tego koncertu.
Poniżej nagranie całego utworu – surowe i na jednej ścieżce, bez
żadnych cyfrowych ulepszaczy, poza nałożeniem limitera.
Umieszczam to w formie dowodu na to, że posiadam ciało oraz głos, który dowozi na żywo, bo… W dobie AI widzę dosłownie PLAGĘ ludzi, którzy generują “swoją” muzykę w narzędziach cyfrowego pasożytnictwa, a później nazywają się wokalistami czy producentami, choć nie posiadają tak naprawdę żadnych umiejętności wokalnych czy kompozycyjnych.
Moją sztukę i ten Universe dedykuję mojemu synowi
Mój syn był moim pierwszym prawdziwym fanem. Zna chyba wszystkie moje autorskie piosenki – podkreśliłam, bo większość, czego słuchacie w radio, nie jest taka autorska, jaka wam się wydaje…
To, że akurat w nim mam tak wiernego fana, jest dla mnie najlepszym komplementem. Trudno w końcu zaprzeczać szczerym opiniom dziecka, które z samego tylko słuchu nauczyło się grać najlepsze kompozycje Chopina na klawiszach czy “bangery” takie jak motyw z “Piratów z Karaibów” na kalimbie
(to jest inny kosmos instrumentalny – ja jej totalnie nie ogarniam), a uczy się w Państwowej Szkoły Muzycznej na perkusistę.
To przede wszystkim z synem zajmowałam się dotychczas muzyką – praktycznie cały czas, choć “jedynie” w zaciszu domowego ogniska i “tylko” z czystej pasji, na dowód czego umieszczam filmik z naszym wykonaniem “What if aliens are real” Philipa Labes’a.
Synku… dziękuję, że we mnie wierzysz i że znasz całą moją dyskografię na pamięć! 🫶 Spokojnie, mama pracuje nad pokazaniem jej Światu.
Podziękowanie dla osoby, bez której Ariadna by nie powstała
Muszę z tego miejsca podziękować jeszcze jednej osobie – tej, dzięki której od zawsze znałam wysoką wartość swoich słów – Pani Aleksandro z 4 LO w Łodzi, moja profesor języka polskiego, dziękuję. 🫶
Była Pani jedyną osobą, która “bezwarunkowo” potwierdzała mój talent we władaniu słowami i gdyby nie Pani, świat zewnętrzny wmówiłby mi, że go nie posiadam i/lub nie ma sam w sobie większej wartości.
Mam nadzieję, że dobrą formą podziękowania dla Pani będzie fakt, że to właśnie Pani zadedykuję chyba najważniejszy z moich autorskich wierszy, któremu mam nadzieję nadać kiedyś godną jego treści oprawę muzyczną:

Jeszcze raz dziękuję. Gdyby nie Pani, ‘Administratorzy’ i ‘Użytkownicy’ (jak to lubię technologicznie określać) ziemskiego Matrixa już dawno zmieliliby mnie na papkę, z której nie byłoby czego zbierać. Wszystko, co stworzyłam w moim, na moment pisania tekstu tej strony jeszcze niewielkim, choć już gęsto utkanym z różnego typu znaczeń Universe, powstało chyba jedynie DZIĘKI PANI. (I… proszę mi przypadkiem z tego powodu nie płakać, tylko się cieszyć!)
Tymże akcentem i wspomnieniem zakończę.
PoS.Ł.owie (z literatury, nie koryta na Wiejskiej)
Dziękuję Ci, czytelniku, że dotrwałeś do końca – szczególnie, jeśli tak naprawdę wklepałeś tylko w Google Ariadna mitologia grecka czy Nić Ariadny streszczenie przy szybkiej powtórce do matury lub sprawdzianu. 🫶
